Skocz do zawartości

FORUM SZYNSZYLE używa plików cookies. Przeczytaj Polityka prywatności aby zobaczyć więcej szczegółów. Aby zamknąć i nie pokazywać już tej wiadomości kliknij przycisk:    AKCEPTUJĘ PLIKI COOKIES I POLITYKĘ PRYWATNOŚCI
AKCEPTUJĘ PLIKI COOKIES I POLITYKĘ PRYWATNOŚCI
Czy wiesz, że... szynszyla może dożyć 20 lat? -

szynszyla może dożyć 20 lat?




Witamy na FORUM SZYNSZYLE


Logowanie »  Zaloguj korzystając z Facebooka

Rejestracja
Witamy na FORUM SZYNSZYLE!

Zaloguj się lub zarejestruj aby w pełni korzystać z zasobów forum.

Jeżeli miałaś / miałeś konto na starym forum koniecznie zajrzyj tu: LISTA SPRAW PO MIGRACJI
 
Guest Message by DevFuse

Zdjęcie

Zanim pójdziesz do weta Przeczytaj !

weterynaria zachowanie weterynarz wizyta u weta leczenie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1 Megan

Megan

    Nie ma na nic czasu - ma szynszyle

  • Użytkownik
  • 91 postów
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaPoznań
  • Województwo:Wielkopolskie

Napisano 30 lipiec 2015 - 14:56

Może uznacie mnie za fanatyczkę, a może nie. Z gryzoniami mam do czynienia od ponad 10 lat, co zwierzę, to czytałam poradniki, wskazówki i inne o tym jak się z nim obchodzić, jak pielęgnować o ty kiedy do weta itd. Ale nigdy, przenigdy nie spotkałam się z opisem „JAK ZACHOWAĆ SIĘ U WETERYNARZA”. Niektórzy już wiedza niektórzy nie, miałam hodowlę Burunduków, wszystko ślicznie, były zdrowe, dobrze się chowały, nie było problemów hodowlanych, do czasu. Do czasu gdy nie zachorował mój pierwszy Wiewiór, sytuacja ? fatalna, stan bardzo ciężki w ciągu 2 dni, zwierzę przywiązane do mnie jak nikt nigdy. Decyzja jedziemy do weta, w gabinecie usłyszałam: „ Pani go zostawi, podamy kroplówkę, leki, i do inkubatora bo za niska temperatura.” Ok… po kilku godzinach dzwonię „ niestety wiewiórka nie przeżyła….” Pojechałam po niego, bo to członek rodziny i trzeba go należycie pochować. Na odchodne usłyszałam „ powodem mogło być tez zostawienie go w klinice, w wyniku stresu mógł umrzeć”… Gdybym wiedziała nigdy nie zostawiła bym go w klinice SAMEGO.

 

A więc WIZYTA U WETERYNARZA.

 

 Pomimo tego co myślicie, wizyta nie jest tylko stresująca dla zwierzaka, o nie. W jednej chwili całe jego otoczenie staje się obce, przepełnione zapachem zwierząt których nie zna, które się boją, zapachem choroby, bólu, śmierci, specyfików drażniących nos, ale to nie wszystko. Przepełnione stresem, gniewem, żalem i wieloma, wieloma innymi odczuciami. Myślicie, że to dla niego łatwe ? O niee… Żeby tego było mało w jednej chwili nagle trafia do rak obcej osoby, która zaczyna go obmacywać, ba do tego śmierdzi innymi zwierzakami i diabli wiedza czym. Kładzie go na zimnym stole, w nieznanym terenie i osłuchuje lub nie daj bóg daje zastrzyki czy mierzy temperaturę. W jednej chwili zostaje SAM, odcięty od wszystkiego co znał, bez poczucia bezpieczeństwa i opieki.

 

A co robi właściciel ? Siedzi spokojnie albo stoi z boku by nie przeszkadzać weterynarzowi. Super. Zero kontaktu ze zwierzakiem, nic, stoi i milczy.

 

Jeśli tez tak robicie to z całego serca wam gratuluje głupoty, nigdy ale to nigdy na to nie pozwólcie by zwierzak stracił z Wami kontakt, jeśli go gdzieś zabierają. Idźcie z nim. Nawet jeśli wet się będzie sadził… zwierzak jest jak małe dziecko i nie mówię tu o zachowaniu a o sposobie odbierania otoczenia jeśli jest udomowione. Polega na Was, ufa Wam i z Wami czuje się bezpiecznie. Pamiętajcie to.

 

Na zwierzaka a zwłaszcza gryzonia oddziałuje najbardziej kilka czynników:

1.       SAMOTNOŚĆ

2.       UWIĘZIENIE

3.       BRAK POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA

4.       STRES

5.       KONTAKT Z WROGIM OTOCZENIEM

6.       I WIELE INNYCH

 

Pozwolę sobie w kilku punktach Wam opisać co i jak robić podczas wizyty ale nie tylko.

 

1.       Wejście do kliniki:

 

a)       nie rozmawiajcie między sobą zostawiając zwierzaka samemu sobie, mówcie do niego, głaszczcie, niech czuje, że jest bezpieczny. KONTAKT ZE ZWIERZAKIEM PSYCHICZNY I FIZYCZNY

 

B)      ZA NIC go nie wyciągajcie w poczekalni, narazicie go na jeszcze większy stres tym.

 

c)       Nie zostawiajcie go samego idziecie do łazienki, a jesteście sami ? sorry bierzecie go ze sobą, choć wiem jest to nie higieniczne.

 

d)      Starajcie się trzymać go daleko od innych zwierząt oraz odgłosów które sa wynikiem bólu czy strachu.

 

2.       W gabinecie:

 

- przedstawcie sytuację weterynarzowi zanim wyciągniecie zwierzaka, niech się nim nie bawi w trakcie jak Wy opowiadacie o co chodzi.

 

- WY I TYLKO WY WYCIĄGACIE ZWIERZAKA  z transportera, nie pozwólcie by zrobił to wet, chyba, że nie wiecie jak, to niech was poinstruuję.

 

-  Gdy czas na badanie. Nie unikajcie kontaktu ze zwierzakiem, mówcie do niego gdy wet robi swoje, w miarę możliwości podtrzymujcie kontakt fizyczny, nawet przelotny dotyk będzie wskazany. Mówcie do niego spokojnie, powoli, uspokajajcie i odpowiednim tonem informujcie, że jest bezpieczny.

 

- jeśli badanie pozwala na to byście trzymali zwierzaka to róbcie to, nie oddawajcie go w ręce weta bezpośrednio bo jest to dodatkowy stres u Was się czuję komfortowo u niego nie.

 

3. Badania:

 

- mierzenie temperatury – Wy przytrzymujecie zwierzaka, głaszczcie i mówicie do niego, uspokajacie. To serio nie jest miłe.

 

- pomiary – róbcie sami na ile to możliwe pod okiem weta.

 

- zastrzyki – tak samo Wy trzymacie i jak wyżej.

 

- zakładanie opatrunku przy Was, głaszczcie choć minimalnie po nosie gładźcie ucho łapkę cokolwiek i MÓWCIE, MÓWCIE i jeszcze raz MÓWCIE. Wet przestaje dla Was wtedy istnieć ważny jest zwierzak. Wet niech się sadzi on jest od tego by leczyć a nie by mieć łatwo.

 

- zabiegi z narkozą – Obowiązkowo bądźcie do momentu aż zwierzak zaśnie tak samo, głaszczcie i mówcie do niego ma być spokojny, czuć się bezpiecznie. Obowiązkowo tez powinniście być przy wybudzaniu, zwierzak będzie zdezorientowany tym samym w pełnym stresie i strachu o swoje bezpieczeństwo musi Was czuć.

 Ja wiem praca, szkoła inne duperele. Ale zobowiązaliście się na posiadanie zwierzaka to bądźcie za niego odpowiedzialni.

 

- Zabiegi c.d. – jeśli możecie nie zostawiajcie zwierzaka w obcym otoczeniu, jeśli trzeba zostańcie z nim, by czuł się bezpiecznie, dodatkowo, polecam zabawki z możliwością nagrania swojego głosu. Jeśli nie wolno Wam zostać niech maja przy sobie, dodatkowo zabawka musi niestety Wami pachnieć. Możecie sobie z nią pospać kilka dni egal. Byle by miała Wasz zapach na sobie.

 

4. wyjście z kliniki:

 

- nie ciuciajcie do zwierzaka mówić że nie było strasznie uwierzcie dla niego to piekło, dla Was może nie ale dla niego tak.

 

Hmm to chyba chwilowo na tyle, jeśli przyjdzie mi jeszcze coś do głowy to na pewno dopiszę :D

 


  • 1

#2 didaś

didaś

    Nadworny medyk Miłościwie Panującego Dyktatora

  • Administracja
  • 3216 postów
  • Wiek: 32
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaKraków
  • Województwo:Małopolskie

Napisano 07 sierpień 2015 - 00:53

Czy ktoś ma jakieś pomysły jeszcze, jak zminimalizować zwierzakowi stres?


  • 0

"Do not quench your inspiration and your imagination; do not become the slave of your model."
V. van Gogh


458966ff1b.png


#3 bellamorte

bellamorte

    Wydaje mu się, że jest szefem stada

  • Użytkownik
  • 1344 postów
  • Wiek: 36
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaZielona Góra
  • Województwo:Lubuskie

Napisano 07 sierpień 2015 - 11:21

Czy ktoś ma jakieś pomysły jeszcze, jak zminimalizować zwierzakowi stres?

   Wiesz co didasiu, na tyle razy, na ile byłam u weta z Lilu, nie dało się tego zrobić. Myślałam, że im częściej chodzimy, tym bardziej się przystosuje. Zawsze jednak była bardzo zestresowana. Po pierwsze: łapaniem do transporterka ( może z 2 razy udało się po dobroci mimo szczerych chęci, podejść, starań i cierpliwości ). Po drugie: podróżą ( mimo że zawsze dobrze je znosiła i była ciekawska ). Po trzecie: samą wizytą.

   Czego byśmy nie zrobili, była w większości wypadków mocno zestresowana, pokrzykiwała, wyrywała się mocno, popiskiwała żałośnie, wtulała się we mnie i patrzyła jakby błagalnie. Jeśli "operacja" była przeprowadzona szybko i pewnie, było w miarę ok, jeśli coś wymagało czasu zaczynały się schody. Mówiłam do niej spokojnie, głaskałam, przytulałam, było odrobinę lepiej. Samo wyjście od weta było wspaniałę. Bam! inna szynszylka: ciekawska, lekko na nas podkurzona, ale spokojna jak na warunki. W domu bywało, że się sfochowała, ale były momenty, że nie odstępowała nas na krok, jakby wiedziała, że to wszystko dla niej robimy.

   Myślę, że każdy zwierzak reaguje inaczej. To tak jak z oswajaniem- nie na wszystko masz wpływ. Ważne, żeby się starać i robić wszystko z serducha. Więc ja sama, po przejściach z moją kochaną, przemyśleniach, analizowaniu czy robiliśmy wszystko jak należy, nie mam pomysłu na to. Chyba jedyną rzeczą jaka łagodziła jej stres było moje ciągłe paplanie do niej i głaskanie ;) No może też odrobina smakołyka, ale to nie zawsze.


  • 0

Luna + Lucek - ze mną od 09.08.2015
Lilu <3 2009-2015

Moja kula szczęścia.


#4 szynszylka555

szynszylka555

    Przyjaciel taśmy izolacyjnej

  • Administracja
  • 1820 postów
  • Wiek: 45
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaBieniewice
  • Województwo:Mazowieckie

Napisano 07 sierpień 2015 - 19:52

A moze wizyta w obecnosci drugiego szylka z którym mieszka, lub jego pluszaczka? :oczko: U Pumby troszkę podziałało, tyle, ze brat bliżniak miał chyba chorobę lokomocyjną, bo po dotarciu do kliniki wygladał gorzej niż pacjent :)


  • 0

Timon I Pumba M



TIMON ur 20.08.2014 z nami od 19.11.2014 :serce:
PUMBA ur 20.08.2014 z nami od 19.11.2014 <3


#5 Rukola

Rukola

    W wolnych chwilach szyje hamak

  • Użytkownik
  • 37 postów
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaGdańsk
  • Województwo:Pomorskie

Napisano 07 sierpień 2015 - 21:02

U mnie transporter stoi na podłodze podczas wybiegów, jest dodatkową atrakcją, fajnie się po nim skacze a przy okazji zwierzak się z nim oswaja. 


  • 0





Zobacz podobne tematy z jednym lub większą ilością słów kluczowych: weterynaria, zachowanie, weterynarz, wizyta u weta, leczenie

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych