Skocz do zawartości

Czy wiesz, że... kolby zawierające produkty piekarnicze są niezdrowe? -

kolby zawierające produkty piekarnicze są niezdrowe?




Witamy na FORUM SZYNSZYLE


Logowanie »  Zaloguj korzystając z Facebooka

Rejestracja
Witamy na FORUM SZYNSZYLE!

Zaloguj się lub zarejestruj aby w pełni korzystać z zasobów forum.

Jeżeli miałaś / miałeś konto na starym forum koniecznie zajrzyj tu: LISTA SPRAW PO MIGRACJI
 
Guest Message by DevFuse

Zdjęcie

KASZEL / CZKAWKA / ZAKRZTUSZENIE

kaszel czkawka zakrztuszenie dusi się kaszle

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
94 odpowiedzi w tym temacie

#1 Hihaho

Hihaho

    Zaawansowany zamiatacz bobków

  • Użytkownik
  • 108 postów
  • Wiek: 33
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaSwiat

Napisano 03 maj 2010 - 22:20

Witam. Dzisiaj od południa z moją szynszylą dzieje się coś dziwnego. Ma coś w rodzaju czkawki albo czegoś podobnego. Nie jestem pewna. Oddycha szybciej, a to delikatnie nim podrzuca jak czkawka. Czasami też słychać, jakby coś mu się układało w brzuszku. To dość męczące dla niego, bo trwa już jakieś 10 h. Z drobnymi przerwami, cichszymi. Dodam tylko, że po kupnie miewał ataki padaczkowe z powodu prawdopodobnie braku witamin. Pani weterynarz przepisała mi witaminy i po nich nie ma już od ok. 2 dni ataków. Mam go od środy. Dzisiaj od południa zaobserwowałam te takie jakby skurcze. Szynszyla biega normalnie, kiedy postawię go na podłodze. Póki co odpoczywa. Podobne jest to do czkawki, ale nie zawsze tak głośne. Wiem, że to go bardzo męczy i jeśli do jutra nie przejdzie, to rano pójdę z nim do weterynarza. Jak do tego czasu mogę mu ulżyć? Może ktoś miał coś podobnego ze swoją szynszylą? W tej chwili jest w klateczce, śpi i ma te delikatne skurcze z dźwiękiem, podobne do czkawki. Nos ma suchy, więc nie jest to katar. Zostawiłam mu w klatce tylko siano i wodę póki co. Chłopiec ma jakieś 2 miesiące. Je i pije oczywiście sam. Czy może to być spowodowane zachłyśnięciem się lekkim wodą? Dzisiaj raz czy dwa się to zdarzyło i od pierwszego razu niedaleko, właśnie ma to czkawko-podobne coś. Martwię się, bo wystarczająco dużo strachu najadłam się przy atakach, które potrafiły być nawet 5 razy dziennie od środy czyli odkąd go mam (zelżały i zeszły po witaminach z apteki przepisanych przez panię wet.) Może to jeszcze przebicia tego? Ktoś miał coś podobnego?


  • 0

#2 kasia_tomeq

kasia_tomeq

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 729 postów
  • Wiek: 34
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacjaśląsk

Napisano 03 maj 2010 - 23:25

Jak na czkawkę to moim zdaniem za długo trwa! Nie podałaś szyszce przypadkiem zieleniny albo świeżych owoców, warzyw? Mogą to być wzdęcia! Piszesz, że zachłysła się wodą to też może być powód tych niepokojących objawów!

Szyszkę masz od niedawna może jest to jej reakcja obronna na stres?

Jeżeli nie przejdzie do rana ja na Twoim miejscu poszłabym do weta!



Trudno z opisu coś doradzić, po drugie nie wiem czy na forum ktoś ma wiedzy jaka jest niezbędna w weterynarii!
  • 0

#3 Hihaho

Hihaho

    Zaawansowany zamiatacz bobków

  • Użytkownik
  • 108 postów
  • Wiek: 33
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaSwiat

Napisano 03 maj 2010 - 23:50

Witaj. Nie, nie podaję na razie warzyw ani owoców, jest mały, nowy, aklimatyzuje się, więc nie podam mu od razu zieleniny i owoców (mam go od środy). Zajada tylko karmę dla szynszyli firmy Prestige Versele Laga - oraz siano. Póki co karmę zabrałam. Rano zamierzam pójść do weterynarza także. Na szczęście, jak stawiam go na podłodze, to chodzi i bawi się (mimo tego "czkania"). Podejrzewam, że nawet jak mu przejdzie, to wybiorę się do weterynarza na wszelki wypadek. Dzisiaj - właściwie wczoraj z racji 3 maja - nie mogłam. Tak, to byłabym tam już dawno temu. Myślę, że bardzo możliwe, że coś drobnego (do jedzenia z pokarmu) utknęło w pyszczku. Nie zabiera mu oddechu, to raczej przypomina leciutkie czkanie, ale mimo wszystko na pewno męczy no i niepokoi mnie. Zostawiłam mu do jedzenia samo siano. Nie jest to raczej stres, bo szynszyla jest żwawa, żywiołowa, ufna, zasypia na rękach, lubi się wtulić, lubi ciepło. Brzuszek też ma mięciutki. Zobaczę, jak będzie rano, mam nadzieję, że dobrze. Jednak mimo wszystko do weterynarza wtedy i tak się wybiorę. Wolę reagować panicznie i szybko, niż za późno. Może to jeszcze wszystko odreagowanie po niedawnych atakach. Dzięki wielkie za odpowiedź.



[ Dodano: 4 Maj 2010, 12:10 ]

Nie ma już mojej szynszylki...To było zadławienie, weterynarz próbował rano mu to wyciągać. W domu już po podaniu lakcidu próbował wymiotować, na próżno...Tak krótko u mnie był, tak go pokochałam, nie wiem co teraz będzie.
  • 0

#4 ANASZTA

ANASZTA

    Dealer Tymotki

  • Użytkownik
  • 396 postów
  • Wiek: 38
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaKoszalin

Napisano 04 maj 2010 - 12:24

Wiem że to już po czasie, ale na Boga, kto kazał szynszyli podać Lakcid !

Lakcid, czyli kwas mlekowy, nie występuje w przewodzie pokarmowym gryzoni. Bakterie kwasu mlekowego potrzebne są w procesie trawienia zwierzętom mięsożernym, natomiast w fermentacji roślin biorą udział szczepy grzybów. Podając Lakcid zalałaś szynszyli żołądek kwasem, dlatego próbowała wymiotować, czego z natury szynszyla nie robi i bardzo osłabia to jej organizm.

Natomiast przy zadławieniu to chyba tylko mechanicznie mozna usunąć problem, ewentualnie podać suchy chleb jeśli zwierze sobie nie radzi samo.

Wiem że to Cię nie pocieszy ale wiem co czujesz ja tez ostatnio straciłam Szychę i to po długiej, męczącej chorobie, dwa tyg czuwałam przy niej po nocach i po zastosowaniu wszystkich mozliwych środków i tak zmarła, nasuwa mi się taka myśl że czasami nie jesteśmy w stanie nic poradzić niestety...
  • 0
Zwierzęta uważamy za inteligentne dopiero wówczas gdy sami je zrozumiemy, tymczasem każde zwierzę, nawet najmniejsze, posiada inteligencję nawet gdy my jej nie chcemy zauważyć!

#5 kasia_tomeq

kasia_tomeq

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 729 postów
  • Wiek: 34
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacjaśląsk

Napisano 04 maj 2010 - 12:59

Bardzo mi przykro:(

W wyniku czego szynszyl odszedł ? U weta czy w domu rano był już bardzo słaby?

Co do lakcidu to nie wiem czy na pewno zaszkodził podaje się go przy silnej biegunce! Nie wiem czy zrobiłaś dobrze czy źle jeżeli się zachłysnął to przy wymiotach mógł to zwrócić ale niestety stało się inaczej:(



Bardzo ci współczuje:( szyszka nie była u Ciebie długo może nie zdążyłaś się tak bardzo przyzwyczaić:( i będziesz chciała kolejną?



Nie wiń siebie za to co się stało bo raz, że szyszki 2 miesięczne powinny być cały czas jeszcze z matką! Dwa tam gdzie ją zakupiłaś, dostałaś pokarm, który jadła wcześniej? Szyszka nie była nauczona i może tego właśnie jest efekt!

Następnym razem staraj się kupić zwierzątko starsze 4-5 miesięczne i zawsze proś o karmę, którą dostawała wcześniej! Ja w taki sposób też o mało nie straciłam myszka na szczęście pomoc przyszła w porę!



Verele laga to bardzo dobra karma, ale nie podawaj szynszylą zielonek i świeżych owoców i warzy! Jest to dla nich duże zagrożenie, układ pokarmowy szynszyli z racji, że w naturze żyją w wysokich górach (środowisko ubogie, głównie występują trawy i zioła) nie jest przystosowany do trawienia świeżych owoców, warzyw, trawy! Wszystko co dojesz do jedzenia niech będzie suszone!!! Możesz nawet sama nazbierać mlecza, jabłuszko itp i wysuszyć w suszarce czy w inny sposób!
  • 0

#6 Hihaho

Hihaho

    Zaawansowany zamiatacz bobków

  • Użytkownik
  • 108 postów
  • Wiek: 33
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaSwiat

Napisano 04 maj 2010 - 13:54

Wiem że to już po czasie, ale na Boga, kto kazał szynszyli podać Lakcid !

Lakcid, czyli kwas mlekowy, nie występuje w przewodzie pokarmowym gryzoni. Bakterie kwasu mlekowego potrzebne są w procesie trawienia zwierzętom mięsożernym, natomiast w fermentacji roślin biorą udział szczepy grzybów. Podając Lakcid zalałaś szynszyli żołądek kwasem, dlatego próbowała wymiotować, czego z natury szynszyla nie robi i bardzo osłabia to jej organizm.


On ogólnie próbował odksztuszać to co miał w przełyku, po Lakcidzie tylko trochę wypluł, ale to był właściwie płyn. Już wtedy był tragicznie słaby, więc to raczej nie powód zejścia...



Natomiast przy zadławieniu to chyba tylko mechanicznie mozna usunąć problem, ewentualnie podać suchy chleb jeśli zwierze sobie nie radzi samo.


Nie radził sobie sam, czkał cały wczorajszy dzień, gdyby to nie był ten piekielny dla mnie 3 maja, to już dawno byłabym wczoraj u weterynarza. On próbował mu wyciągnąć coś z przełyku, ale chyba bez skutku (wyciągnął m.in. kupkę i coś tam jeszcze, ale nie to co trzeba). Świszczało ponoć też w płuckach jak osłuchiwał. Jutro miała być kolejna wizyta.



Wiem że to Cię nie pocieszy ale wiem co czujesz ja tez ostatnio straciłam Szychę i to po długiej, męczącej chorobie, dwa tyg czuwałam przy niej po nocach i po zastosowaniu wszystkich mozliwych środków i tak zmarła, nasuwa mi się taka myśl że czasami nie jesteśmy w stanie nic poradzić niestety...




Nic wtedy nie pociesza. Zwłaszcza, że ja od lipca ubiegłego roku do teraz straciłam 5 zwierząt. 2 kochane chomiki z powodu wieku właściwie, jeden miał problem z okiem od urodzenia (zamknięte, nie widział na nie), miał infekcję, dostawał 2 tygodnie maść. Potem dożył roku i 8 miesięcy, oko zaczęło wyglądać czerwono, ale zachowywał się normalnie, więc pomyślałam że drapie. Jednak mimo wieczornych harców postanowiłam go w jednym dniu rano zabrać do weterynarza, jeśli dalej będzie mnie to martwiło. Obudziłam się, chomiczek już nie żył. Potem mój królik, żywiony dobrze, zdrów...puszczany po naszym ogrodzonym terenie. Był ze mną rok. Złapał prawdopodobnie kokcydiozę, wydaje mi się że coś z tym mogło mieć wspólnego to, że moje psy potem wyczuły na podwórku jakiegoś szczura. W ciągu około 24 godzin odszedł, po śmierdzących odchodach i bólu brzucha (dostał antybiotyk po którym nie było złej reakcji, przed tym jakoś jak kładłam się w końcu spać, poczułam i zobaczyłam obraz przed sobą i poczułam "dowidzenia" ale pomyślałam, że sobie wkręcam). Później drugi chomik - ze starości, jakieś 3 miesiące temu. Kochany, stający na 2 łapkach itd. chodzący za mną. No i w marcu 1-go - uśpiliśmy naszego niespełna 16 letniego psa z powodu przerzutów rakowych, które doprowadziły go do stanu praktycznie bezładu i w tym dniu już nie jadł, leżał tylko. Przed zwierzętami rok, umarła babcia, potem 2 ciocie, tyle czasu to wszystko nagle.

Mam w pokoju 2 papugi i 2 świnki morskie (wszystko samiczki), kocham je. Mam jeszcze też drugiego dużego 7 letniego psa (wie, że jego towarzysz nie żyje). Chciałam do licha szynszylka, małego - koniecznie chłopczyka. W sklepie mi się spodobał on strasznie, babka dzwoniła do koleżanki spytać czy może być oddzielony od rodziców. Zależało mi na tym by go wziąć, ale jakby powiedziała, że kategorycznie nie pozwala, bo za mały - nie wzięłabym go. Wróciłam do domu, potem te padaczkowe ataki, najpierw myślałam że to dławienie się. Potem dostał przepisaną spirulinę z elektrolitami i te okropne ataki przeszły. Myślałam że te ataki go zabiją. Męczyły go, mimo że wieczorami robił się aktywny, to je miewał i sprawdzałam aż panicznie czasami czy oddycha. Gdy minęły po 2 dniach, byłam dobrej myśli. Zamówiłam klatkę. Miałam coś jednak wewnętrzne dziwne przeczucie, że nie nacieszę się nim długo. Dziwne uczucie, że za szybko zamówiłam klatkę. Tysiąc innych głupich w takich sytuacjach myśli które przychodzą do głowy - też. No i cholera sprawdziło się.

Najpierw myślałam obwiniałam się, bo pomyślałam, że to przez wczoraj, że wodę mu podałam. Nie chciała lecieć i się leciuteńko, drobnie zachłysnął. Jednak potem jak on po prostu wyciągnął mu z przełyku parę rzeczy, które tam stanęły, to wiem że to nie to. Tydzień stresu, tak ogromnego, że masakra. Co chwila ten stres, bo inne kochane zwierzątka też jeszcze mi nie minęły.



Bardzo mi przykro:(

W wyniku czego szynszyl odszedł ? U weta czy w domu rano był już bardzo słaby?

Co do lakcidu to nie wiem czy na pewno zaszkodził podaje się go przy silnej biegunce! Nie wiem czy zrobiłaś dobrze czy źle jeżeli się zachłysnął to przy wymiotach mógł to zwrócić ale niestety stało się inaczej:(!




Raczej się nie zachłysnął bo podałam naprawdę delikatnie. Był zresztą osłabiony i nawet tego nie chciał przełknąć. Był słaby u weta, jak go tak brał na ręce to masakra i potem u mnie w domu. Wet dał mu coś na wzmocnienie, zastrzyki dwa. Nie pomogły.



Bardzo ci współczuje:( szyszka nie była u Ciebie długo może nie zdążyłaś się tak bardzo przyzwyczaić:( i będziesz chciała kolejną?



Nie wiń siebie za to co się stało bo raz, że szyszki 2 miesięczne powinny być cały czas jeszcze z matką!




Przyzwyczaiłam się, choć bałam się przyzwyczaić, bo te ataki pierwsze były takie, że myślałam że lada dzień mogą go wykończyć. Nie wiem, czy będę chciała drugą, (patrz wyżej jak piszę o zwierzętach jakie miałam) właśnie przez to wszystko. Cholernie chciałabym, by on żył, chciałam by to jakoś wypluł, a potem stopniowo dochodził do siebie. On miał jakieś ok. 3 miesiące, tak powiedzieli w sklepie. Był tam z rodzicami, bardzo go chciałam, potem nieraz myślałam że mogłam go nie chcieć. Babka miała wątpliwości, ale zadzwoniła do koleżanki, ta powiedziała, że jest samodzielny. Gdyby jednak powiedziała mi, że jest za młody na pewno i nie może go sprzedać i zabroniła, to wiadomo, że nie brałabym go wtedy. Choć miałam lekkie wątpliwości. Za granicą sprzedają nawet 7-8 tygodniowe malce z hodowli, samodzielne (choć fakt, widać że i to czasami strach). Ten miał wg weterynarza jakieś 3 -4 mies. Jednak on z karmą radził sobie nieźle. Zastanawiam się, czy to wszystko nie związane z tymi atakami. Pierwszy atak wyglądał jak by nagle coś połknął. Choć to na pewno nie to, tylko z tym pomyliłam, bo to były ewidentne ataki padaczkowe, sztywnienie kończyn, poruszanie nimi. Przeszły po tej spirulinie.

Co do warzyw i owoców, nawet nie podawałam, bo wiedziałam, że będzie to zmiana zbyt radykalna nawet. Nowe żywienie byłoby za szybkie ogólnie.

Pochowałam klatki, wszystko po nim, nawet leki. Nie ma śladu i podświadomość, jakieś jej resztki - oszukują mnie, że nigdy go tu nie było. Był tu tak krótko, że wręcz to oszustwo mnie bombarduje. Mam zdjęcia, nagrania, tak się cieszyłam że będę go miała. Na długie lata...teraz oszukuję siebie, nawet jak nie chcę, że wręcz tylko się przyśnił. To niełatwe jednak...tak się nie da po prostu. Przeraszam, że tak się rozpisałam. Po odejściach tych zwierząt, taką samotność czuję i nie umiem na razie przywyknąć do niczego, po pierwszym, a co dopiero po ostatnim. Jak widziałam jak miał tą niby czkawkę, nie wyglądała na początku tak strasznie, ale potem jak męczyła, to wolałam być na jego miejscu. Obiecałam mu, że nie dam mu umrzeć....Potem jak już umierał, chciałam by umarł szybciej, niż próbował ciągle walczyć z tym przełykiem. Kocham tego maluszka i obwiniam siebie, tak...że go wzięłam, że mogłam go tam zostawić. Choć pewnie wtedy wziąłby go ktoś inny. Były ataki, przeszliśmy je, a tutaj nagle, to nie był koniec. Boli.....Wszystkie one bolą i za nimi tęsknię. Nie spałam porządnie od co najmniej tygodnia, nie jadłam porządnie. Teraz nie chcę spać, bo wiem, że jak się obudzę, to mogę chwilowo zapomnieć, że go nie ma i chcieć go szukać. Wolę na razie pamiętać....Lepsze to niż szok pobudkowy....Po króliku nagle było tak pusto, duża klatka znikła na dół, tu sterylnie sprzątane. Jak w szpitalu po odejściu pacjenta. Wszystko takie szokowe. Dziwne to życie, raz coś masz, potem tego nie ma, raz jesteś, potem cię nie ma. Czasami wszystko w tak krótkim czasie. Mówią, żeby cieszyć się z tego co jest teraz, ale to nie zmieni faktu i nie pomoże w tym, że niedługo tego nie będzie.



[ Dodano: 4 Maj 2010, 15:04 ]

W ogóle to odmówiłam póki co klatkę. Dzwoniłam, nie odbierali, to zadzwoniła moja mama. Dało się odwołać. W obcnej sytuacji, lepiej niech klatka na razie nie przychodzi....Chciałam by się nią cieszył.



[ Dodano: 4 Maj 2010, 16:52 ]

Wiem, że to może dziwne, ale...moi rodzice jadą do sklepu...widzieli w jakim jestem stanie. Być może dzisiaj dostanę następną szynszylę. Wiem, że dziwne iż tak szybko, ale miałam go tak krótko, a mimo to nie umiem przywyknąć i chcę dać dom innemu. Nieco starszemu...w ten okropny dzień, by przemienić go w lepszy....Kocham mojego Gagatka i gdyby żył, byłby ze mną tyle czasu, może długie lata. Może to nie jest najlepsza decyzja, bo nigdy takiej nie podejmowałam, ale...gdy odszedł chciałam go z powrotem. Lub kogoś, kto będzie go chociaż przypominał. Czy robię źle?



[ Dodano: 4 Maj 2010, 18:40 ]

Teraz już wiem, że mój Gagatek nie miał na pewno 3 miesięcy. W porównaniu do tej, którą dostałam...to jest kolosalna różnica, on miał może miesiąc. 169 gram i o wiele, wiele mniejszy...Teraz już rozumiem, czemu tak łatwo chorował i czemu umarł. Ta szynszyla którą dostałam teraz waży ponad 300 gram i ma 3 miesiące. Jest o wiele większa.... Przypomina mi go, ruchy, gesty. Długo mi pewnie on nie przejdzie, ale właściwie dobrze, że jest ona.
  • 0

#7 ANASZTA

ANASZTA

    Dealer Tymotki

  • Użytkownik
  • 396 postów
  • Wiek: 38
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaKoszalin

Napisano 04 maj 2010 - 17:40

Cześć ! Oczywiście że nie robisz źle, z tego co piszesz to naprawdę mało kto tak dba o zwierzęta i z byle zdawałoby się powodu biegnie do weta. I chociażby dlatego napisałam niedawno że uważam iż zwierzęta powinny dużo kosztować bo często ludzie żałują na ich leczenie, po co wydać 100zł na wizyty u weta, które być może i tak nie pomogą, jak za to można kupić nowe zwierzątko... niestety dużo jest takich właścicieli.



[ Dodano: 4 Maj 2010, 18:50 ]

Życzę Ci z całego serca aby ten szynszyl dożył przy Tobie sędziwego wieku !

Jeżeli zaś chodzi o wiek szynszylki to mój pierwszy samczyk miał 6 tygodni gdy go dostałam, teraz wiem że to za mało, ale wtedy po prostu otoczyłam go 24 godzinna opieką, jadł samodzielnie ale pić dopiero musiałam go nauczyć, jak dzidziusia przez pipetkę.

Ostatnie maluchy jakie sprzedałam ze swojego miotu miały dwa miesiące gdy zaczęłam im szukać domków i były wtedy już w pełni samodzielne i z powodzeniem mogły obywać się bez rodziców, ale myślę że to zależy też od hodowcy i tego jak dobrze są odkarmione. Nabywców znalazły mając trzy miesiące i były wtedy z nich niezłe urwisy które przewracały dom do góry nogami, dosłownie bo biegały luzem przez cały czas.



[ Dodano: 4 Maj 2010, 19:02 ]

P.S. Kasia-Tomeq pisze :"Lakcid podaje się przy silnej biegunce"

Nie wiem czy ta osoba ma w zwyczaju poprawiać każdego, czy tylko mnie, ale robi to chyba dla zasady samej przez się ! Kasiu przyjmij do wiadomości że niestety nie zawsze masz rację, zresztą chyba nie ma osób nieomylnych, POWTARZAM Lakcid u zwierząt roślinożernych nie ma zastosowania, gdyż w ich przewodzie pokarmowym nie występuje kwas mlekowy, a na biegunkę stosujemy węgiel aktywowany, lub Smectę, jeśli to nie pomaga weterynarz powinien zająć się zwierzątkiem. Zaznaczam iż nie jest to moja opinia ale lekarza weterynarii, który zna się na gryzoniach ! Pozdrawiam!
  • 0
Zwierzęta uważamy za inteligentne dopiero wówczas gdy sami je zrozumiemy, tymczasem każde zwierzę, nawet najmniejsze, posiada inteligencję nawet gdy my jej nie chcemy zauważyć!

#8 kasia_tomeq

kasia_tomeq

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 729 postów
  • Wiek: 34
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacjaśląsk

Napisano 04 maj 2010 - 19:22

Hihaho ciesze się że masz nową myszkę:)

Bardzo mi się smutno zrobiło jak to pisałaś, a to dlatego że walczymy o 8 letnią kotkę, która ma guza i tak naprawdę też nie wiem co z nią będzie:( A jak sobie pomyślę, że może odejść to aż mnie w gardle ściska i łzy same do oczu płyną;(



ANASZTA może to Ty jesteś do mnie uprzedzona!? Nigdzie nie zauważyłam sytuacji gdzie bym cię poprawiała bądź krytykowała!
  • 0

#9 Gość_Anonymous_*

Gość_Anonymous_*
  • Gość

Napisano 04 maj 2010 - 19:31

ANASZTA, lakcid u zwierząt roślinożernych ma jak najbardziej zastosowanie (w ich układzie pokarmowym również występują naturalnie pałeczki lactobacillus)

i podaje się go na biegunki wywołane rozstrojem flory jelitowej w jelitach (czyli zmianami ph środowiska ukł pok - np po podaniu nowego pokarmu, podczas biegunek "stresowych" lub po podaniu nadmiaru smakołyków czy świeżych pokarmów)

natomiast nie zgodzę się aby można go było stosowac tylko przy silnych biegunkach bo stosuje się go nawet profilaktycznie przy antybiotykoterapiach, przy zaparciach również, przy wzdęciach... przy przymusowym dokarmianiu np rozmoczonymi granulatami czy gerberami lub kleikami na bazie płatków.



węgiel zadziała natomiast tylko na zatrucia pokarmowe wywołane jakąś drażliwą substancją w ukł pok - gdyż ją wiąże. Węgiel aktywowany nie wiąże wody jako takiej.
  • 0

#10 olcia288

olcia288

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 565 postów
  • Wiek: 24
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaJelenia Góra
  • Województwo:Dolnośląskie

Napisano 04 maj 2010 - 19:48

Przykro mi z tego powodu. I ciesze się że masz nową kulke, mam nadzieje że temu się niec nie stanie i nie będzesz musiała iść do weta. ;)
  • 0

Tofa 4 lata


#11 ANASZTA

ANASZTA

    Dealer Tymotki

  • Użytkownik
  • 396 postów
  • Wiek: 38
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaKoszalin

Napisano 04 maj 2010 - 21:33

Dream! Głowę dam za to co napisałam o stosowaniu Lakcidu u gryzoni, bo zupełnie niedawno sama miałam problem z tą moją chorującą szynszylą i właśnie zasugerowałam się podpowiedzią z forum 'Szynszylowo" ponieważ była niedziela i nie chciałam zawracać głowy weterynarzowi (biedak i tak pracuje zawsze dosłownie gdy tylko jest potrzebny, ale nie uważałam sprawy za tak pilną), więc podałam Lakcid i mało że nie pomógł to jeszcze dostałam 'ochrzan' jak się patrzy gdy następnego dnia poszłam do weta!

Dodam tylko że jeśli chodzi o nerwowy rozstrój żołądka to w tą niedzielę byłam u weta z drugą szynszylą, która ewidentnie pochorowała się po stracie przewodniczki stada, no i węgiel nie pomógł, nadal miała biegunkę, a lekarz podał jej do pyszczka jakiś lek z grupy antybiotyków, niestety nie pamiętam nazwy (później kontynuowałam leczenie przez dobę), ale mówił że biegunka zbyt zaostrzona żeby pomógł węgiel. Dziś już dostała sianko do jedzenia i kupki są ok.

Ten lekarz naprawdę wie co robi, kiedyś zajmował się lokalną fermą szynszyli, ja leczę u niego zwierzęta (gryzonie) od ponad dziesięciu lat a wcześniej jeszcze leczył psy mojego taty.
  • 0
Zwierzęta uważamy za inteligentne dopiero wówczas gdy sami je zrozumiemy, tymczasem każde zwierzę, nawet najmniejsze, posiada inteligencję nawet gdy my jej nie chcemy zauważyć!

#12 Gość_Anonymous_*

Gość_Anonymous_*
  • Gość

Napisano 04 maj 2010 - 21:57

nie chcę się sprzeczać, ale moje doświadczenie pokazuje co innego, również weternarze z którymi współpracowałam są zdania, że lakcid pomaga.

Wiadomo, że co lekarz, to inna opinia - nie ważne są metody - ważny jest efekt :)

ja efektywnie leczę lakcidem i pomógł mi on już bardzo wiele razy. (zanim zaczelam pracę w lecznicy, pare lat pracowałam w sklepie zoologicznym gdzie biegunki u zwierząt roślinożernych to chleb powszedni, bo to maluchy z nieuregulowaną florą jelitową przezywające często silny stres - oddzielenie od matki i zupełnie nowe otoczenie - a często też nagłą zmianę karmy - z fermowej na sklepową)



Jest też taka karma, Critical Care opracowana specjalnie dla królików, świnek, koszatniczek i szynszyli (czyli zwierząt których dieta opiera się na włóknie roślinnym) i tam również są cztery szczepy Lactobacillusów naturalnie występujących w przewodzie pokarmowym tych zwierząt. Barabasz też zwraca uwagę na ich obecnosc w jelitach szynszyli.



Oczywiscie, flora jelitowa szynszyli i ludzi różni się znacznie, warto pamiętać, że prebiotyki dla ludzi są tak selekcjonowane aby przezyły i kolonizowały układ pokarmowy człowieka - szynszylowy może być dla nich mniej sprzyjający w efekcie jednostek kolonizacyjnych napewno jest dużo mniej ale... tak naprawdę chodzi o to, że większość patogennych bakterii żywi się cukrami, podobnie jak pałeczki lactobacillus - poza tym bakterie bardzo agresywnie ze sobą walczą w środowisku - naprawdę fascynujące jest oglądanie tego pod mikroskopem - symbiotyczne bakterie i lactobacillus walcza i rywalizuja o pokarm (cukry) niedopuszczając do nadmiernego namnażania się patogennych bakterii wywołujacych choroby.

Każda bakteria lubi inne ph środowiska w którym żyje, wprowadzając do diety nowy pokarm, narażając zwierze na stres itp itd sprawiamy, że ph w ukł pok szybko się zmienia, i raz, że nie dajemy bakteriom symbiotycznym czasu na przyzwyczajenie się do nowych warunków i namnażanie a dwa, że dajemy patogenom świetne warunki do rozwoju - większość patogennych bakterii stale jest obecnych w układzie pokarmowym, ale póki jest zachowana równowaga, nie namnażają się - gdy nagle zmienia się środowisko na bardziej im sprzyjające dochodzi do ich ekspansji i pojawienia się choroby :)

słowem, jeśli pomocniczo użyje się lakcidu, ograniczy się ich namnażanie.

oczywiście, czasem to nie wystarcza, zależy co nam się rozwinie w tych jelitach :P - jak np taka salmonelloza to oczywiscie niezbedny jest antybiotyk :)

najczesciej jednak lakcid pomaga :)
  • 0

#13 Aneta

Aneta

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 439 postów
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 05 maj 2010 - 09:27

dream*, myślę, że zbyt ostro krytykujesz innych weterynarzy. Sama o sobie napisałaś, że studiujesz, czyli nie jesteś lekarzem weterynarii więc proszę abyś wykazywała więcej szacunku dla zaleceń lekarzy weterynarii i więcej pokory. Dobrze, że piszesz na forum wiadomości z literatury fachowej, ale musisz się liczyć również z innymi ludźmi. Każdy z nas uczy się przez całe życie ;-)
  • 0

#14 Jenny

Jenny

    Zielony jak tymotka

  • Grupa Pierwszych
  • 6 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Województwo:Dolnośląskie

Napisano 05 maj 2010 - 10:49

Sama o sobie napisałaś, że studiujesz, czyli nie jesteś lekarzem weterynarii więc proszę abyś wykazywała więcej szacunku dla zaleceń lekarzy weterynarii i więcej pokory


Zgadzam się z Anetą, dream* myśli, że pozjadała wszystkie rozumy świata, już o tym pisałam http://www.forum.szy...php?p=2453#2453
  • 0

#15 Hihaho

Hihaho

    Zaawansowany zamiatacz bobków

  • Użytkownik
  • 108 postów
  • Wiek: 33
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaSwiat

Napisano 05 maj 2010 - 12:16

Cześć Wszystkim. Moja nowa szynszyla jest wesoła, ma 3 mies. i waży ok. 340 gram. Jest już oswojona, nie gryzie, bo w sklepie ją oswajali. Wczoraj jeszcze miałam taką psychozę, że sprawdzałam, czy aby na pewno ta nie czka. Wiecie, po takim stresie tygodniowym ogromnym i odejściu wczoraj mojego Gagatka, to po prostu strach mnie dominował. Musi mi przejść to uczucie i sprawdzanie, czy jest okay. Teraz będę musiała nadrobić siebie, bo na pewno spadek wszystkich witamin jest u mnie, nieprzespane zbytnio noce i niedojadanie robią swoje. Tamten malec był naprawdę mały i głupio mi aż że dałam sobie wkręcić, że ma 3 miesiące. Niby pewnie sprzedaliby go komuś innemu, innego dnia. Jednak mimo wszystko, czasami o tym myślę. Ta szynszyla teraz, to dziewczynka najprawdopodobniej (takie ruchliwe, że sprawdzić to czasami ciężko). Wczoraj już wypuszczałam na wybieg, bo jest naprawdę ufna i wesoła. Żywe srebro. Poznała też moje świnki morskie na wybiegu. Reagują na siebie normalnie, są siebie bardzo ciekawe. Trochę minie nim zejdzie ze mnie ten stres i brak. Cieszę się, że ona jest jednak, bo gdyby jej nie było, to dalej bym myślała. Tak to ona ma ruchy i spojrzenia Gagatka i tak jakoś lżej. Wczoraj po tym Gagatku - rano odmówiłam klatkę, potem jak ją dostałam to zamówiłam znów, przeprosiłam itd. opowiedziana została sytuacja. Było im przykro, bo sami mają tam kogoś, kto ma domową hodowlę. Chciałam ją zostawić w klatce tej 60tce, z której Gagatek uciekał (był potem trzymany w malusieńkiej, bo po pierwsze nie był w pełni zdrów i dużo spał, a po drugie czekaliśmy na zamówioną) jednak ona mi udowodniła, że pręty 2,6 cm dla niej także nie stanowią problemu. Musi więc teraz przez około 1-2 dni - na noc być zamykana w chomiczej. Mam nadzieję, że klatka dojdzie szybko. Nie przewidywaliśmy nawet, że ona wyjdzie z tej malutkiej 60tki, no i wiemy że w 24 h wyślą tą klatkę nową. Wybiegi oczywiście wieczorne gwarantowane. Jak zrobię porządek na strychu, to będą jeszcze lepsze. Będzie mogła mieć cały strych do skakania i brykania. Tam jest dużo miejsca, trochę gratów po których można poskakać. No i nie ma tam nic od czego możnaby sobie zrobić krzywdę. Nie ma tam bowiem nawet żadnych kabelków. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, to naprawdę miłe forum. Wybrałam akurat je, bo kiedyś na innym dotyczącym zwierząt (nie byłam zarejestrowana), no niestety za dużo doczytałam się niektórych tekstów podsyconych ego i krytykowania innych bez powodu. Tutaj widzę kulturę i nie widzę tego mocnego krytykowania innych użytkowników. Macie może swoje własne jakieś drobne sprzeczki (nie wiem zresztą), ale wiem że nie jest to to co widziałam na innej stronie. Spodobało mi się podejście nastawione bardziej na pomoc i po prostu pisanie swojego zdania, bez wmuszania czegoś na siłę i w złym tonie. Dlatego wybrałam to forum. Co do Lakcidu, to tak jak ktoś powiedział, różne są opinie. Co ciekawe powiem wam, że np. u mnie jak byłam u 3-4 innych weterynarzy, to opinie są lekko podobne, ale zalecenia często się różnią. Np. jeden powie, że coś podać, inny żeby tego nie podawać, kolejny się zdziwi, że takie coś było podawane. No i czasami ciężko wybadać, co właściwie zrobić, więc się czyta, szuka. Ja czytam i szukam na zagranicznych stronach dużo. Nieraz znajduję tam wiele dodatkowych innych wiadomości. Wtedy jak poznam temat, to przynajmniej po części wiem, czemu ktoś chciał coś zwierzątku podać, a czasami nie podać. Mimo to, czasami jest dylemat. Każdego jednak uczono czegoś innego. To chyba coś na zasadzie, że fizyk kwantowy nie dogada się ze zwykłym fizykiem. Czasami zdarza się, że prawda leży pośrodku i dochodzi się do niej intuicyjnie szukając. Nigdy nie ma się jednak niemal 100% pewności, czy robi się dobrze, czy źle. No może w takiej, że jak się skaleczysz, to warto nałożyć plaster. W innych przypadkach nie zawsze jest łatwo wybrać dobrą drogę. No i wreszcie wydaje mi się, że cokolwiek się nie wybierze, to zawsze ktoś się zgodzi, a inny nie zgodzi :) Chyba tak to po prostu jest. Dawniej, jak ja np. miałam naście lat - tak do 19-20, wykłócałam się czasami o zdanie, ale byłam też bardzo plastyczna, chciałam być kimś innym niż jestem. Po latach jestem kimś innym, przed wszystkim sobą i wiem, że wszystko co powiem będzie tym, z czym ktoś się zgodzi i nie zgodzi. Natomiast nie będę próbowała zmieniać czyjegoś zdania, nawet jeśli uznam je za złe (chyba że będzi bardzo szkodzące) bo nie w tym rzecz.

Zwierzątko śpi, jutro chyba dojdzie już klatka, więc może uda mi się zrzucić za jakiś czas ten stres. Na razie wszystko świeże, ale czuję że dobrze zrobiłam, że go mam. Jest o niebo łatwiej.

Pozdrawiam Wszystkich i dziękuję Wam.



[ Dodano: 5 Maj 2010, 14:09 ]

Hejka, zaobserwowałam u szynszylka miękkie kupki. Pewnie spowodowane zmianą pokarmu. Podałam węgiel leczniczy, który zjadła. Odstawić nowy pokarm, czy zostawić go i dawać węgielek?
  • 0

#16 kasia_tomeq

kasia_tomeq

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 729 postów
  • Wiek: 34
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacjaśląsk

Napisano 05 maj 2010 - 14:55

Obserwuj szynszyla, jeżeli będzie miał biegunkę to zostaw tylko sianko i wodę Jeżeli nie masz pokarmu, który wcześniej jadł szynszyl może być problem! Układ pokarmowy szynszyla i żyjące w nim bakterie były przyzwyczajone do poprzedniego. Taka nagłą zmiana może zaowocować właśnie biegunką, osłabieniem, bólami brzuszka! Może podjedziesz do sklepu gdzie go kupiłaś i zapytasz co mu podawali, kup ten pokarm i stopniowo dodawaj nowy (ten, którym Ty będziesz karmić)?

Węgiel podawaj ostrożnie co może mieć odwrotny skutek!
  • 0

#17 Hihaho

Hihaho

    Zaawansowany zamiatacz bobków

  • Użytkownik
  • 108 postów
  • Wiek: 33
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaSwiat

Napisano 05 maj 2010 - 15:24

Hejka. To nie jest taka mocna biegunka, tylko miękksze odrobinę kupki i częstotliwość ich wydalania jest normalna, po podaniu węgielku zrobiły się nawet twardsze już trochę. Dzwoniłam do weterynarza zaraz prawie po tym poście i powiedziała mi, że jeśli to nie jest mocna biegunka, to można podawać i przyzwyczajać do pokarmu. Pytałam, czy pójść po ten stary, bo wiedziałam o tym ze starym pokarmem (króliki mają tak samo), to powiedziała, że już nie. No i jeśli jest to prawdziwa biegunka, to po prostu powiedziała mi, że siano i woda. Szynszylę nic nie boli, jest walnięta tak samo jak wczoraj i pcha się na ręce, by ją wypuścić by pobiegała :) Teraz odpoczywa po bieganiu, ale pewnie jak puszczę świnki, to się rozbudzi trochę. Tak, wiem że powinni byli kupić dodatkowy pokarm stary dla niego, ale jakoś wczoraj byłam w dziwnym stanie i nie powiedziałam, nie byłam też pewna w 100%, że ona do mnie trafi. Będę na kulkę patrzyła. Póki co ma większość siana w misce, wodę i odrobinę tylko nowego pokarmu. Obserwować ją będę. Jest radosna, bawi się i nie umie wytrzymać w klatce. Jutro przyjdzie nowa klatka i będzie mogła się tam wyszumieć. Dzięki śliczne, za szybką odpowiedź.
  • 0

#18 Gość_Anonymous_*

Gość_Anonymous_*
  • Gość

Napisano 05 maj 2010 - 18:18

dream*, myślę, że zbyt ostro krytykujesz innych weterynarzy. Sama o sobie napisałaś, że studiujesz, czyli nie jesteś lekarzem weterynarii więc proszę abyś wykazywała więcej szacunku dla zaleceń lekarzy weterynarii i więcej pokory. Dobrze, że piszesz na forum wiadomości z literatury fachowej, ale musisz się liczyć również z innymi ludźmi. Każdy z nas uczy się przez całe życie ;-)






Aneto, źle zrozumiałaś moją wypowiedź, bo w żadnym wypadku nie była krytyczna!!!!!

pisałam o swoich doświadczeniach i swoich poglądach, nigdzie nie odnosząc ich do weterynarza/weterynarzy o których mowa. Każdy weterynarz ma swoje poglądy i swoje metody leczenia różnych chorób, widać to nawet chodząc po różnych lecznicach (jeśli ktoś nie ma stałej) Sądzę, że pokorę i szacunek do wiedzy weterynaryjnej mam dużą, bo już samo przejscie przez studia weterynaryjne jest godne podziwu. Nie sądzę też aby mój ton wypowiedzi wskazywał na to, że nie liczę się z innymi ludźmi - ja po prostu tak już piszę, chyba dość prosto z mostu - co czasem jest błędnie odczytywane. A pisałam min o tym jak dochodzi do rozstroju pokarmowego bo myśle, ze to dość ciekawe a poza tym argumentuje czemu uważam podawanie lakcidu za zasadne - ale nie było w tym kszty krytyki.

tak naprawdę w leczeniu nie liczą się środki a efekt koncowy - każdy weterynarz bedzie do niego dochodził innymi drogami i metodami :)



PS: ja nie jestem weterynarzem i nie studiuje weterynarii :)





edit:

Jeny a umiesz coś konstruktywnego napisać czy tylko wdajesz się w dziecinne, nic nie wnoszące docinki?
  • 0

#19 Aneta

Aneta

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 439 postów
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 06 maj 2010 - 08:22

b]dream*[/b], tak bardzo podkreślasz, że masz takie ogromne doświadczenie z szynszylami, że Jeny miała prawo wyciągnąć swoje wnioski. Forum jest dla wszystkich - tych wyuczonych i tych co się dopiero uczą (między innymi z naszego forum). Aby nasze forum było nadal miłe i przyjazne nie docinajmy sobie wzajemnie, traktujmy się z szacunkiem, gdyż każde z nas jest wyjątkowe, niezależnie od wieku, wykształcenia i doświadczenia. Ważne jest aby naszym szynszylom żyło się dobrze i abyśmy razem się wspierali :-> Nie odstraszajmy się wzajemnie, bo to nie oto chodzi w tym forum ;-)
  • 0

#20 Gość_Anonymous_*

Gość_Anonymous_*
  • Gość

Napisano 06 maj 2010 - 08:32

Aneto, masz racje, ale jak narazie to Jenny spamuje i nic nie wnosi do dyskusji poza niemiłą atmosferą :) ja nigdzie nikogo nie obrażam i nie zniechęcam - a jak sądzę, ważne jest też zdanie osób które mają większe doświadczenie z szynszylami, np Twoje, ANTASZY, konia czy moje ;) jeśli komuś bardzo wadzi to co piszę to nie musze tego przecież robić - ale wierzę, że mimo wszystko komuś te informacje mogą się przydać.
  • 0

#21 Aneta

Aneta

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 439 postów
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 06 maj 2010 - 09:23

dream*, w zupełności się z Tobą zgadzam. Mam nadzieję, że Jeny już rozumie co ma na celu nasze forum i zmieni swoje wypowiedzi na bardziej dłuższe i na temat :)

Proponuję aby pokojowo zakończyć temat wzajemnych docinek, a Jeny zapraszam do wypowiadania się na tematy dotyczące szynszylków i naszych doświadczeń związanych z ich hodowlą ;-) A ja od siebie przesyłam w ten mokry i pochmurny dzień gorące pozdrowienia dla Was Forumowiczów :lol:
  • 0

#22 szynszyli_tata

szynszyli_tata

    Nie ma na nic czasu - ma szynszyle

  • Użytkownik
  • 63 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • LokalizacjaKrK

Napisano 11 czerwiec 2012 - 21:23

Zdarzyło Wam się kiedyś, że szynszyl się zakrztusił? Właśnie przed chwilą Stefanek podczas łapczywego jedzenia po prostu padł wyciągając tylne łapki i leżąc jak długi. Nie wiem jakim cudem ale jakoś instynktownie zaczęliśmy go reanimować równocześnie dzwoniąc do całodobowego weterynarza. Po około 15 sekundach reanimacji polegającej na delikatnym potrząsaniu wszystko przeszło, biega wcina i jest jakby nigdy nic się nie podziało. Wyglądało to jakby się zaczął dusić w trakcie jedzenia. Widzieć takie maleństwo, nie mogące sobie poradzić samemu to katorga... Mieliście kiedyś takie sytuacje? Wszystko trwało jakieś 15 sekund.. i nigdy wcześniej się nie zdarzało.
  • 0

#23 norii

norii

    Zielony jak tymotka

  • Użytkownik
  • 14 postów
  • Wiek: 28
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaWrocław

Napisano 12 czerwiec 2012 - 11:03

Jakieś parę tygodni temu, podeszłam do klatki, i zobaczyłam mojego JJ stojącego na dwóch łapkach, obślinionego, grzebiącego sobie w pyszczku. Wyciągnęłam go szybko, i zaczęłam poklepywać, za chwilę odstawiłam go do klatki, pogrzebał znowu w pyszczku i było już ok. Na całe szczęście... Nieźle mnie wystraszył :-? Wydaję mi się że to przez jego łapczywe jedzenie.



Nawet mając wcześniej szynszyla, nie spotkałam się wcześniej z taką sytuacją...

Dobrze że Twojemu maleństwu nic się nie stało... :)
  • 0
Odżi (*) - Standard

JJ - Black Velvet

Vivi - Beż Towera Hetero

Dołączona grafika

Dołączona grafika

#24 nitika

nitika

    Patologicznie zaszynszylowany

  • Użytkownik
  • 442 postów
  • Wiek: 28
  • Płeć:Kobieta
  • LokalizacjaMysłowice

Napisano 12 czerwiec 2012 - 12:51

Podziwiam i jednocześnie bardzo się cieszę że tak szybko zareagowaliście! Dużo osób zwyczajnie by spanikowała a..czas w tym momencie jest bardzo ważny.

Mi na całe szczęście nigdy się nie przytrafiła taka sytuacja chodź kiedyś jeden z moich szynszylków łapczywie pij ciągnąc za poidełko jednocześnie po czym zaczął kichać, trwało to kilka sekund i przeszło bez mojej ingerencji chodź stałam na straży :) Pewnie że szynszylki mogą się zakrztusić, zwłaszcza że czasem potrafią się rzucić na jedzenie gdyby go nie widziały od kilku dni :) :)



[ Dodano: 12 Czerwiec 2012, 13:55 ]

Na wszelki wypadek sprawdziłabym jeszcze ząbki -czy wszystko z nimi ok, czy nie są zbyt długie i obserwuj szylka podczas kolejnego posiłku ;)
  • 0
Kinga 15lat(*), Spayk 13lat(*),Buli i Usia 4lata, Mushu (25.07.12) i Lusi 2,5roku >> All My Love!

#25 szynszyli_tata

szynszyli_tata

    Nie ma na nic czasu - ma szynszyle

  • Użytkownik
  • 63 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • LokalizacjaKrK

Napisano 12 czerwiec 2012 - 12:59

Martwimy się cały czas. To były sekundy i tylko na chwilę odwróciłem wzrok. Jak wróciłem wzrokiem Stefek wykrzywił pyszczek stulił uszy i wyprostował łapki próbując iść, a nie mógł tego zrobić. Wyglądało jakby się czołgał.. Potem kilka sekund delikatnego opukiwania instynktownego a ta bida bez ruchu całkowicie oddana. Co dziwne żadnych odgłosów, żadnych drgawek. Dosłownie sekundy to trwało. Weterynarz przez telefon powiedział, żeby obserwować no i bezsenna noc a Stefek jakby nigdy nic się nie stało... Dzisiaj idę, niech weterynarz zerknie i powie czy wszystko ok, a przynajmniej obejrzy.

Sadzę, że mógł się udławić zwłaszcza, ze jedząc spadła mu łapka z półki i może się trochę przestraszył. Cała sytuacja dziwna, ale teraz karmienie tylko w obecności kogoś dorosłego... Wyrywa się i zabiera Rysiowi goni jak szalony a sam mając w misce się nie tknie...

Oby się takie rewelacje nie przytrafiały...
  • 0





Zobacz podobne tematy z jednym lub większą ilością słów kluczowych: kaszel, czkawka, zakrztuszenie, dusi się, kaszle

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych